O sztuce akceptacji trudnych emocji. Bunt dwulatka


flickr.com no known copyrights

Artykuł dla dzielnicarodzica.pl

Płacz, krzyki, tupanie nogami i mina mająca rozdzierać serce - to widok znany większości rodziców. „Co ty robisz?” - pytają. No właśnie. Do czego dwulatkowi jest potrzebny jego buntowniczy „show"? Co wściekły, sfrustrowany rodzic może zrobić ze swoimi emocjami?
 

2-letni chłopczyk bawi się radośnie na placu zabaw. Słyszy głos mamy: „Jasiu, jeszcze pobawisz się chwilę na tym autku i idziemy do domu na obiad”. W odpowiedzi rzuca donośne „Nie!”. Gdy po kilku minutach mama prowadzi go do wózka, rozpacza, krzyczy, zalany łzami kładzie się na chodniku. Podczas wchodzenia  do wózka pręży się i próbuje wyskoczyć. Kilka osób patrzy się ze współczuciem, ktoś kręci głową z dezaprobatą i mówi: „Co to za dziecko! Jak  można pozwalać na coś takiego”.

Mama Jasia wie, że nadszedł czas powrotu na obiad i drzemkę do domu. Przykro jej, że synek rozpacza. Czuje złość na niego za wysiłek, jaki potrzebuje włożyć w pozornie prostą czynność opuszczenia placu zabaw. Bardzo zirytował ją komentarz obcej osoby. Boli ją, gdy ktoś ocenia jej dziecko.  Bierze głęboki oddech. Zdecydowanie i spokojnie wkłada Jasia do wózka i mówi: „Widzę, że się złościsz. Podoba ci się plac zabaw i chcesz tu zostać. Wrócimy tu jutro. Jest już czas obiadu i jedziemy do domu”.

Gdy Jaś trenuje breakdance podczas jazdy mama dodaje: „Wyskakiwanie z wózka jest niebezpieczne. Kiedy wózek jedzie, siedź w nim”. To co stanie się dalej, zależy od tego, jaki jest temperament Jasia i jak funkcjonuje akurat tego dnia. Być może po kilku chwilach zamilknie, uspokojony głosem mamy, może rzuci kilka gniewnych „Nie, Jaś nie chce!”. Jeśli jest zmęczony, głodny i bardzo pobudzony, może będzie krzyczał całą drogę do domu. Taka droga ciągnie się w nieskończoność, ale można ją przetrwać. Mama będzie wiedziała, żeby następnego dnia nieco wcześniej wrócić z placu zabaw, póki Jaś ma dość sił, aby poradzić sobie z frustracją.
 
Dlaczego tak się stało?
Każde dziecko ma do wykonania ważną pracę związaną ze swoim rozwojem. W ramach edukacji, jaka go czeka, istotne jest doświadczenie różnych emocji i zachowań. Każdy etap rozwoju dziecka niesie ze sobą specyficzne zadania. 2-letnie dziecko ma do wykonania bardzo znaczące doświadczenie buntowania się. Ma mówić „nie”, stawiać na swoim i zmieniać zdanie.
Spójrzmy na tupiącego 2-latka, jako na dzielnego chłopca, który z oddaniem wykonuje swoją niełatwą pracę. Wkłada mnóstwo energii w to, żeby pokazać, że jest odrębnym człowiekiem, który ma swój pomysł na to, co chce robić. Oczekuje od nas, że zaakceptujemy jego frustrację, złość czy żal, gdy nie może zrealizować swych pragnień.
Nie oznacza to jednak, że chce abyśmy bezwzględnie ulegali jego żądaniom. Wręcz przeciwnie, mały buntownik czeka na to, byśmy wskazali mu dozwolone granice i dozwolone zachowania. Inaczej poczuje się zagubiony, bo jego „wołanie o granice” pozostanie bez odpowiedzi. Zadanie rodzica w tej sytuacji polega  na tym, byakceptować dziecko z wszystkimi jego uczuciami i jednocześnie wskazywać mu granice, w jakich mieści się bezpieczne, adekwatne zachowanie.
 
Co należy robić?
Przede wszystkim nazywajmy, co dziecko robi, określmy, co w jego zachowaniu nie jest w porządku oraz pokazujmy, co dziecko może zrobić w zamian.
„Jasiu, uderzasz autkiem w szybę. Szyba może się rozbić. Autkiem możesz jeździć po podłodze. O, widzę, że teraz jeździsz autkiem po dywanie”. Możemy też dać dzieckualternatywę: „W szybę możesz popukać palcem i posłuchać jak stuka. Autko daj cioci”. Jeśli dziecko jest bardzo pobudzone, być może nie jest w stanie usłyszećkomunikatu. Wtedy upewniamy się, że jest bezpieczne, czekamy aż się wyciszy i dopiero wtedy z nim rozmawiamy.
Czasem dziecko usilnie prosi o coś, co nie może zostać zrealizowane. Jeśli udało nam się zachować wewnętrzny spokój, możemy spełnić jego pragnienie w wyobraźni, mówiąc: „Widzę, że bardzo, bardzo chcesz zjeść kolejny kawałek ciasta, poczuć zapach czekoladowej polewy, zanurzyć ząbki w miękkim biszkopcie i zlizywać śmietanowy krem… Mniam, mniam, ja też bym chciał, ale już zjadłem jeden kawałek i zostawię ten dla mamy”. W gruncie rzeczy dla dziecka najważniejsza jest nasza uwaga, akceptacja i miłość. Te trzy rzeczy wynagrodzą mu frustrację, nawet jeśli dobitnie krzyczy, że chodzi o porcję tortu.
Istotne jest aby rodzice akceptowali i te przyjemne, i te trudne uczucia dzieci. Często nie jest łatwe przyjęcie tego, że maluch się złości, płacze, żali o coś, co dla dorosłych jest drobnostką. Kiedy pomyślimy o „występach dwulatka” jako o jego zadaniu rozwojowym, być może będzie nam łatwiej.
 
Opiekunowie także mają prawo do trudnych emocji
Rodzice się złoszczą, irytują, smucą  i czasem jest im ciężko, że te emocje pojawiają się w relacji z własnym dziecka. Owszem, niektóre emocje nie są przyjemne, jednakwszystkie są nam potrzebne. Zupełnie naturalne jest, że są szczególnie silne w odniesieniu do osób najbliższych, w tym do dzieci.  Ważne jest to, co z tymi emocjami zrobimy. Gdy udajemy, że ich nie ma, one i tak  znajdą ujście, zwykle w sposób inny niż sobie życzymy. Zamiast im zaprzeczać warto je nazwać. „Jestem wściekły, jest mi trudno!”. Od nas nauczą się tego nasze dzieci.
Wracając do krzyczącego Jasia na placu zabaw, kluczem do tego, by jego mama mogła przyjąć jego „rozwojowe” protesty ze spokojem, jest chwila, w czasie którejzatrzymuje się na moment i przygląda się sobie. „Jestem wkurzona. On znów wrzeszczy! Jestem zmęczona. Boję się, że nie dam rady i krzyknę na niego. To w porządku, że tak mam, w końcu jestem człowiekiem, nie maszyną. Jasiowi też jest ciężko. Mój spokój jest mu potrzebny. Wiem co chcę zrobić i to zrobię”.
Jeśli jesteśmy przyzwyczajeni do innego stylu myślenia, naturalne jest, że  słowa mamy Jasia mogą wydawać  się nam sztuczne. Ci z was, którzy na co dzień przyglądają się sobie i innym, mogą powiedzieć „nic nowego”. Świadomość tego, co czujemy, jest jednak tak podstawowa dla naszego zdrowia i rozwoju, że warto o niej pisać i pamiętać, szczególnie w kontekście wychowania dzieci.