Artykuły‎ > ‎

Artykuł - Sztuka wygrywania

Milena Ryznar-Żak „Sztuka wygrywania, sztuka przegrywania”, 2012, artykuł do biuletynu korporacyjnego Rossman


Większość z nas powie, że chce osiągnąć sukces. Czasem jednak zdarza się, że błędnie identyfikujemy, co ten sukces dla nas oznacza i kopiemy piłkę do własnej bramki.

"Bądź gotów przegrać bitwę, żeby wygrać wojnę" Ten aforyzm Jacksona Browna jest cenną wskazówką w życiu zawodowym i prywatnym. Zdarzają się sytuacje, w których warto świadomie zrezygnować z wygranej. Co jest bardziej istotne – poczucie zwycięstwa w potyczce ze współpracownikiem, czy dobra atmosfera w pracy przez najbliższe miesiące? Gdy się nad tym zastanawiamy odpowiedź jest oczywista, jednak w sytuacji konfliktu często dajemy ponieść się emocjom. Pogodzisz emocje z racjonalnym myśleniem, jeśli powiesz : „mnie także to niepokoi i zależy mi, żeby rozwiązać tę trudność w sposób satysfakcjonujący dla obu stron.”

Czy zawsze ktoś musi przegrać by ktoś inny mógł wygrać? Wygrana obu stron jest nie tylko możliwa ale i często najbardziej pożądana. Taką sytuacją jest Win Win, czyli ja wygrywam i ty wygrywasz. Kluczem do zastosowania zasady Win Win jest definiowanie sytuacji jako wspólne zmaganie z trudnością a nie jako walka przeciw sobie. Z rywali zmieniamy się w partnerów. Szukamy rozwiązania, na którym oboje skorzystamy. Skupiamy się na długoterminowym celu, nie na chęci aby tu i teraz okazać się lepszym niż druga strona. Potencjalne niepowodzenia nie sprawiają wtedy, że czujemy się gorsi. Stają się za to źródłem cennej wiedzy. W przyszłości nasz partner chętnie będzie z nami współpracował a i my będziemy czuć się bezpieczniej, wiedząc iż potrafi on stosować zasadę Win Win.

Magia oczekiwań

To czy rozgrywka z rzeczywistością skończy się wygraną czy przegraną w dużym stopniu związane jest z naszymi oczekiwaniami. W psychologii społecznej nazywamy to mechanizmem samospełniającego się proroctwa. Czy chodzi tu o dar jasnowidzenia? Absolutnie NIE. To my sami kształtujemy rzeczywistość zgodnie z oczekiwaniami. Wyobraź sobie, że możesz awansować na lepsze stanowisko pracy. Czy tak się stanie, zależy od tego, jak jutro poradzisz sobie z trudnym zadaniem zawodowym. Masz dwie opcje.

Opcja 1 Zakładasz, że pójdzie Ci beznadziejnie. Po prostu wiesz, że będzie źle. W związku z tym, że to „i tak nie ma sensu”, nad ranem jeszcze tkwisz przed telewizorem a do pracy idziesz bez śniadania. Możesz też zaspać i do pracy dotrzeć z dużym opóźnieniem. Gdy szef mówi ci, że się nie udało, możesz z masochistyczną satysfakcją powiedzieć : Wiedziałem, że tak będzie! Możesz też opowiadać wszystkim, że to przez ból głowy spowodowany brakiem snu i jedzenia. Lub przez te wredne korki. Gdyby nie to, poszłoby Ci świetnie, co za pech!

Opcja 2 Wierzysz, że masz szansę odnieść sukces. Wiesz, że jeśli dasz z siebie wszystko, uda ci się. Spokojnie przygotowujesz się na wielki dzień, rano wypoczęty i najedzony na czas przychodzisz do pracy. Dowiadujesz się, że poszło Ci dobrze! Awansujesz. Możesz sobie powiedzieć: Wiedziałem, że mi się uda!

Samospełniające się proroctwa oddziałują też na inne osoby. Gdy nie wierzymy w sukces innej osoby, sposobem traktowania jej możemy się przyczynić do jej porażki. Ostrożnie więc z oczekiwaniami!  Żeby mieć pewność, że samospełniające się proroctwo nie podetnie nam skrzydeł, musimy na prawdę chcieć sukcesu i być gotowym na jego osiągnięcie.

Czy istnieją ludzie którzy pragną porażki?

Wszyscy tak interpretujemy wydarzenia, aby były zgodne z naszym obrazem siebie i świata. Stałość tego obrazu jest dla nas bardzo ważna, dlatego większość osób odczuwa lęk gdy miałoby tą wizję zmienić. Nawet gdy jest to zmiana na lepsze. W praktyce psychologicznej spotkałam niejedną osobę, która uważa się za nieudacznika, spodziewa się, iż kolejne przedsięwzięcia skończą się niepowodzeniem. Gdy widzi, że coś może się jej udać, odczuwa niepokój „coś tutaj nie gra”. W jej obrazie świata nie ma miejsca na sukces, dlatego nieświadomie działa tak by go uniknąć, chociażby „zawalając” coś w ostatniej chwili, na przykład za pomocą słynnego pecha. Swoje osiągnięcia tłumaczy przypadkiem lub szuka „dziury w całym”. Porażki, które usilnie zapamiętuje, są dla niej potwierdzeniem, że pesymistyczna wizja jest słuszna. Błędne koło się zamyka.

Ci z nas, którzy postrzegają siebie jako ludzi zdolnych do sukcesu, potrafią w pełni zaangażować się w realizację przedsięwzięć nie czując ambiwalencji co do ich sensu. Pamiętajmy, że punktem wyjścia do odczarowania ciągłych porażek jest wiara w siebie!

Istotnym elementem, który pomaga nam budować wiarę w siebie jest umiejętność dostrzegania własnych osiągnięć. Sukces jest dla nas potwierdzeniem własnej kompetencji i skuteczności. Im łatwiej nam poczuć dumę ze swoich osiągnięć, nawet tych najmniejszych, tym bliższa jest droga do kolejnej wygranej. Pozytywny obraz siebie budzi bowiem optymistyczne oczekiwania, które są kolejnym kamieniem milowym na drodze do sukcesu.

Czy porażka może okazać się sukcesem?

Na pewno zauważyłeś, że czasem różne osoby skrajnie różnie odbierają to samo wydarzenie. Dla jednego to sukces, dla drugiego porażka. Pewnie domyślasz się już, że zależy to od naszych pragnień i oczekiwań. Jeśli uważasz się za pesymistę nie martw się, ponieważ możesz świadomie zmienić swój sposób interpretacji zdarzeń. Psycholodzy nazywają taki zabieg pozytywnym przewartościowaniem. Niczym książkowa Polyanna w przypadku niemal każdej porażki możemy znaleźć pozytywne strony przykrego obrotu spraw.

Odnosi się to także do poważnych zdarzeń losowych. Wiele osób odnalazło sens swojego życia na skutek dotkliwych doświadczeń. Badania pokazują, iż w obliczu poważnej choroby pacjenci często na nowo kształtują swój system wartości, odnajdując dzięki tej traumatycznej sytuacji to, co dla nich najważniejsze. Przeprowadzka, nagłe bezrobocie, ostre konflikty w rodzinie lub w miejscu pracy również mogą stworzyć warunki do rozwoju. Jak to się dzieje? W kryzysie mamy poczucie, że nasz prywatny świat ulega rozpadowi. Możemy przyrównać tą sytuację do budowania domku z klocków. Jeśli mamy pomysł na nową budowlę, lepszą niż ta poprzednia, łatwiej jest rozebrać poprzedni domek i budować od nowa, niż przebudowywać gotową już budowlę. Tak samo w życiu, paradoksalnie łatwiej jest wprowadzić zmiany jeśli poprzedni system uległ rozbiciu. Gdy nasza sytuacja życiowa, chociaż nie jest dla nas komfortowa, „jakoś się trzyma” mamy tendencje do trwania w niej z nadzieją że kiedyś zmieni się na lepsze. To porażka motywuje nas do zmian. W jej obliczu możemy zrobić tylko dwie rzeczy – poddać się lub iść do przodu.

Każde, nawet drobne niepowodzenie jest dla nas wskazówką. Czy dołożyliśmy wszystkich koniecznych starań? Czy to do czego dążyliśmy jest tym czego na prawdę chcemy? Czy istnieją alternatywne, bardziej efektywne możliwości osiągnięcia sukcesu? Nie bójmy się korzystać z własnych błędów. Za każdym razem gdy popełniamy błąd, zyskujemy doświadczenie, które pomoże nam w podjęciu dobrej decyzji w przyszłości. Teraz możemy przewidzieć potencjalne przeszkody, które mogą się pojawić i z góry zaplanować alternatywne rozwiązania.

Świetnie ilustrują to słowa Edisona: „Nigdy się nie zniechęcam, ponieważ każde odrzucenie niewłaściwej próby stanowi kolejny krok naprzód.”