Granice autonomii przedszkolaka: pragnienie przygody, a bezpieczeństwo dziecka. Bajka terapeutyczna "Miś i żółte auto"

Bajka "Miś i Żółte Auto" w warstwie edukacyjnej tłumaczy, iż dla małego dziecka niebezpieczne jest oddalanie się poza zasięg wzroku rodzica (opiekuna) akceptując jednocześnie naturalne dla dziecka pragnienie przygody i eksploracji. Przestrzega też przed uleganiem zaproszeniom i zachętom ze strony obcych osób. Czasem to co wydaje się ładne, jak bajkowe auto, kryje w sobie niebezpieczeństwo. 
W warstwie terapeutycznej bajka dotyczy fantazji dzieci o zgubieniu się oraz lęku przed opuszczeniem przez rodziców. Wzmacnia w dziecku poczucie, iż rodzice go nadal kochają, nawet gdy zrobi coś nie w porządku i złoszczą się na niego. Bohatera bajki spotyka bardzo przykra konsekwencja złamania zasady, jednak miłość rodziców i zaufanie do nich go ratuje. 
Rodzice wskazują dziecku w bajce, że z czasem będzie mogło oddalać się coraz dalej od nich. Celem nie jest zamknięcie dziecka w przestrzeni rodziców, tylko poszerzanie swobody dziecka adekwatnie do jego wieku. 
Bajkowy Miś przeżywa strach, żal, smutek, jednak na końcu znów jest radosny i bezpieczny. Trudne emocje nie trwają wiecznie, po nich mogą przyjść te przyjemne.

"Miś i żółte auto"


    Dzień był piękny. W sam raz na przejażdżkę rowerową, zwłaszcza, kiedy się ma piękny, nowy rower. Tak właśnie pomyślał sobie o poranku mały Miś. Niedługo po śniadaniu rower już na niego czekał. Obok stali uśmiechnięci rodzice pytając: 

- Gotowy? 

- Gotowy! - odparł Miś. 
Nacisnął na pedały i wyruszył. Za nim szybkim krokiem podążała Mama Misiowa i Tata Duży Miś. 
- Jak ty szybko jedziesz Misiaczku! Wspaniale sobie radzisz! - spoglądali z dumą. Czasem Miś jechał tak szybko, że rodzice ledwo za nim nadążali. Wołali wtedy: 
- Misiu! Zaczekaj na nas! 
Miś hamował i obracał główkę patrząc, jak Mama z Tatą nadchodzą trzymając się za łapy. Miły był ten spacer po parku. 
Kiedy Miś tak sobie jechał pomrukując, zobaczył przelatujący puch z dmuchawca. "Ojoj! Jak ja lubię dmuchawce! Pojadę na tą łąkę niedaleko zjeżdżalni. Tam jest ich mnóstwo"- pomyślał. Szybko obracał nóżkami, pedałował, pedałował, aż zobaczył w oddali dmuchawcową łąkę. Z głębi parku rozlegały się głosy jego rodziców: 
- Zaczekaj Misiu! Nie widzimy Cię! 
W Misiowych uszach szumiał wiatr, nie chciał słyszeć wołania rodziców i myślał już tylko o dmuchawcach. Gdy dojechał do łąki, zauważył stojące opodal wspaniałe, żółte auto. W środku siedział zadowolony z siebie Dzik. Miło pomachał do Misia: 
- Dzień Dobry! Podoba ci się to auto? 
- Podoba! Jest super - pokręcił z zachwytem głową Miś. 
- Chciałbyś usiąść za kierownicą? 
- Mogę? - Miś zawahał się na chwilkę, pamiętał bowiem, jak Mama Misiowa przestrzegała go, żeby nie wsiadał do auta nieznajomej osoby. A przecież tego Dzika, ani Mama, ani Tata nigdy mu nie przedstawiali... 
- Możesz! Zapraszam! - Dzik otworzył drzwi. - Wskakuj. 
Auto było wspaniałe. Miś posłuchał Dzika. "Tylko na chwilkę, zobaczę jaką kierownicę ma to piękne auto. To tak wyjątkowo!" - pomyślał Miś i wszedł do auta. 
Wtedy Dzik zamknął drzwi a Miś poczuł się nieswojo. Zobaczył dziwną torbę na podłodze samochodu. 
- Sssss... - powiedziała torba. 
- Co tam jest? - zapytał przestraszony Miś. 
W tym momencie z torby wypełzł wielki wąż. Sssss.... Otworzył paszczę i połknął Misia. W środku brzucha węża było ciemno i mokro. Miś poczuł dotkliwy chłód i objął się łapkami. Tak bardzo się bał! "Czy już nigdy nie zobaczę Mamy i Taty??" - kołatało mu serduszko. 
- Mamo, Tato, pomocy!!! 


Mama i Tata biegali przerażeni szukając synka. Pytali wszystkie napotkanie zwierzęta: 
- Czy widzieliście Misia na rowerze? 
Nikt nie widział. Krowa Krasula słyszała jednak, jak ktoś krzyczał: "Mamo, Tato, pomocy!". 
- To na pewno nasz Miś! Musimy mu pomóc! - powiedział Tata Miś. Martwił się ogromnie o swojego synka. Rodzice Misia poszli tam, gdzie Krowa słyszała wołanie, jednak w okolicy nie było ani śladu małego rowerzysty. 
Zrozpaczeni rodzice wrócili do domu. Kiedy siedzieli tam płacząc Mama Misiowa usłyszała hałas. To ulubione bańki Misia spadły z półki. Mamie rozjaśniły się oczy: 
- Wiem, co zrobimy. 


Otworzyła pojemnik z płynem, zanurzyła patyczek i dmuchnęła. W powietrze uniosła się ogromna bańka w kształcie serca. Po niej poleciała kolejna i kolejna. 
- Kocham Cię synku - powiedziała Mama. 
- Pomogę Ci - powiedział Tato - będziemy puszczać bańki na zmianę. 
Mama i Tata Misie puszczali bańki cały dzień i całą noc. 

    Wczesnym rankiem zły Dzik otworzył oczy. Zobaczył serce płynące po niebie. "Co to jest?"- zdziwił się. Im serce było bliżej, tym gorzej czuł się dzik. Chciał ukryć węża, który połknął Misia głęboko w bagażniku auta, ale nie zdążył. Wąż także otworzył oczy. Wtedy oślepił go blask miłości bijący od bańki w kształcie serca. Gdy bańka przysiadła na czubku jego głowy, rozległo się głośne "trzask!". 
To Wąż pękł na tysiąc kawałków. Mały Miś był wolny! Poczuł przypływ nadziei: "To na pewno serce od moich rodziców, uratuje mnie!". 

Zanim zły Dzik zdołał go złapać, Miś wskoczył do bańki w kształcie serca a ta uniosła się wysoko, wysoko. Miś spojrzał na Dzika z góry i krzyknął: "Mój Tata Cię znajdzie i ukarze!". Przerażony Dzik wsiadł do auta i uciekł gdzie pieprz rośnie. 

Mieniące się kolorami ścianki bańki promieniowały ciepłem. Nasz mały bohater nie trząsł się już z zimna, było mu coraz cieplej, coraz spokojniej. Miś z ulgą dotknął łapką szyjki, bo ścisk gardła, który czuł jeszcze przed chwilą gdzieś zniknął. Płynął tak wśród chmurek rozmyślając o tym, jak tęskni za rodzicami, jak cudownie będzie znów ich zobaczyć, spać w swoim łóżeczku, przytulić ulubioną zabawkę. 
Niebawem zobaczył dach swojego domku. 
- To tu banieczko, to tu!- krzyczał. 
Banieczka sama wiedziała, gdzie ma lecieć i obniżyła lot, aż Miś mógł swobodnie wysiąść na parapet. Otworzył okno i zeskoczył na fotel w swoim pokoju. 
- Jestem, jestem!! - wołał z całych sił. Po chwili do pokoju wbiegli rodzice. Objęli go tak mocno i puszyście jak tylko Misie potrafią. 
- Jesteś nasz synku! 
- Tak bardzo się bałem! 
- Jesteś już bezpieczny. 

Gdy Misie się już wyprzytulały, przyszedł czas na rozmowę. Miś opowiedział o żółtym aucie, o Dziku i Wężu. Rodzice o tym jak byli zrozpaczeni i jaką czują radość, że synek się odnalazł. 
- Wczoraj byliśmy ciężcy od smutku niczym wieloryby. Teraz jesteśmy leciutcy jak motylki - z ulgą powiedziała Mama. 
- Dlaczego tak długo musiałem czekać na ratunek? - żalił się Miś. 
- Misiulku, nie wiedzieliśmy gdzie jesteś, przecież nie było cię widać! Bańka musiała długo cię szukać.
- No tak... 
- Misiu - powiedział poważnie Tato Duży Miś - z każdym rokiem będziesz coraz większy i większy. Będziesz mógł odjeżdżać na rowerku dalej i dalej. Pewnego dnia będziesz prawie tak duży jak ja i sam wybierzesz się na przejażdżkę. Do tego czasu możesz jeździć tylko tam, gdzie Mama albo ja cię widzimy. Teraz już wiesz, dlaczego to jest takie ważne. 
- Wiem - Miś pokiwał głową. 


    Kiedy Miś obudził się następnego poranka leżał jeszcze długo pod kocykiem rozmyślając. Przysunął do buzi swoją ulubioną zabawkę Zeberkę i szepnął jej do uszka: 
- Zeberko, pamiętaj. Jeśli ktoś obcy będzie ci mówił "chodź ze mną" albo zaprosi cię do auta, odpowiedz: "idę do mamy". 
Miś przyłożył uszko do pyszczka Zeberki i powiedział po chwili: 
- Tak Zeberko, nawet wtedy, gdy chcą ci dać najsmaczniejsze pyszności. A teraz chodźmy na śniadanko.